
„Zakochałam się w czwartek niechcący. Nie zdążyłam zawołać pomocy” – Przybora jest rozrzucony po zwrotkach piosenek Osieckiej. Przeczytałam „Listy na wyczerpanym papierze” z innym (!) zaangażowaniem niż to, które towarzyszyło mi w lekturze „Czasu serca”. Wynotowuję z listu Jeremiego do Agnieszki: „Nie da ci facet, co rad cię posiąść, / tego co da ci mama z gosposią”. Gdzie indziej: „Blednie mi ten Paryż bez Ciebie i nie może jakoś pochłonąć, bo ma tę straszliwą wadę, że nie przyjechałaś tu ze mną”. Tygodnie później: „Widziałem już pusty Paryż i pustą Warszawę, a dzisiaj widzę pusty Kraków…”. Zaczyna listy do niej: „Śpiewaczko moja Ucieszna”, „Ostatnia Moja Szanso”. 27 II 1965 Osiecka do niego: „Okazało się nagle, że jesteśmy do siebie niepodobni jak pies do kota. Myślę, że na to jest jedna jedyna rada: Kochaj mnie! Kochaj mnie, Jeremi, a wszystko będzie fajnie!”. Kiedy indziej: „Nie można budować domu na domu, jak z klocków. Po drugie Twoje opowieści o życiu rodzinnym zapaliły we mnie jakieś światełko ostrzegawcze […]”. I niemożliwe były formy pośrednie. Wszystko albo nic.







